"Wonder Woman" pogrzebała "Mumię". To raczej nie było trudne.

/ czerwca 14, 2017


Zgodnie z przewidywaniami "Wonder Woman" utrzymała pierwszą pozycję w amerykańskim box office, tym samym "Mumia" znalazła się dopiero na drugim miejscu.

Niestety, nie ma się z czego cieszyć. Nie kumam czemu skąd te mocarne nagłówki, sugerując że film o heroinie torpeduje i kosi kina. W zasadzie nie ma żadnej konkurencji a i krytycy popchnęli hype na widowisko. Oczywiście - film jest spoko, ale raczej wszystkim podobała się bardziej sama Wonder Woman, sceny walki (zwłaszcza przy dobrze znanym motywie muzycznym) oraz Chris Pine. Nie są to jakieś wielkie liczby, no ale raz że niektórzy mają dosyć nowych filmów z uniwersum DC, a dwa - filmy o superbohaterkach nie miały w kinie łatwo:)

W każdym razie - fajnie że coś się ruszyło, mam nadzieję że świadczy to o tym, że widzowie chcą chodzić na takie filmy a nie przez wysoki współczynnik na RT. Bo wtedy pokryje się teoria z praktyką, jakoby wielka loża krytyków miała wpływa na losy kina.

Opowieść o superbohaterce granej przez Gal Gadot zarobiła w miniony weekend 57 milionów dolarów. 

Znajdująca się oczko niżej "Mumia" przyniosła 32 miliony dolarów. Bohaterem produkcji jest komandos marynarki wojennej, Tyler Colt (Tom Cruise), który wyrusza z zespołem do Iraku, by odnaleźć ukrywającą się w bunkrze grupę terrorystów. Na miejscu odkrywa starożytny grobowiec, gdzie czyha ukryte niebezpieczeństwo - mumia (Sofia Boutella).

Tu warto dodać, że jednak w moim odczuciu film, już lekki wpływ recenzji na wyniki miał miejsce.

W obrazie grają również Annabelle Wallis, Jake Johnson i Courtney B. Vance. Za kamerą stanął Alex Kurtzman. Scenariusz napisał Jon Spaihts. 

W top 10 znalazły się jeszcze dwie nowości - horror "It Comes at Night" z 6 milionami dolarów i 6. miejscem oraz wojenny dramat "Megan Leavey" niespełna 4 milionami i 8. lokatą. 

A oto pełne top 10 box office'u USA:
1. "Wonder Woman" - 57,2 miliona dolarów
2. "Mumia" - 32,2 mln USD
3. "Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film" - 12,3 mln USD
4. "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" - 10,7 mln USD
5. "Strażnicy galaktyki vol. 2" - 6,2 mln USD
7. "Baywatch. Słoneczny patrol" - 4,6 mln USD
8. "Megan Leavey" - 3,8 mln USD
9. "Obcy: Przymierze" - 1,8 mln USD
10. "Ponad wszystko" - 1,6 mln USD


Zgodnie z przewidywaniami "Wonder Woman" utrzymała pierwszą pozycję w amerykańskim box office, tym samym "Mumia" znalazła się dopiero na drugim miejscu.

Niestety, nie ma się z czego cieszyć. Nie kumam czemu skąd te mocarne nagłówki, sugerując że film o heroinie torpeduje i kosi kina. W zasadzie nie ma żadnej konkurencji a i krytycy popchnęli hype na widowisko. Oczywiście - film jest spoko, ale raczej wszystkim podobała się bardziej sama Wonder Woman, sceny walki (zwłaszcza przy dobrze znanym motywie muzycznym) oraz Chris Pine. Nie są to jakieś wielkie liczby, no ale raz że niektórzy mają dosyć nowych filmów z uniwersum DC, a dwa - filmy o superbohaterkach nie miały w kinie łatwo:)

W każdym razie - fajnie że coś się ruszyło, mam nadzieję że świadczy to o tym, że widzowie chcą chodzić na takie filmy a nie przez wysoki współczynnik na RT. Bo wtedy pokryje się teoria z praktyką, jakoby wielka loża krytyków miała wpływa na losy kina.

Opowieść o superbohaterce granej przez Gal Gadot zarobiła w miniony weekend 57 milionów dolarów. 

Znajdująca się oczko niżej "Mumia" przyniosła 32 miliony dolarów. Bohaterem produkcji jest komandos marynarki wojennej, Tyler Colt (Tom Cruise), który wyrusza z zespołem do Iraku, by odnaleźć ukrywającą się w bunkrze grupę terrorystów. Na miejscu odkrywa starożytny grobowiec, gdzie czyha ukryte niebezpieczeństwo - mumia (Sofia Boutella).

Tu warto dodać, że jednak w moim odczuciu film, już lekki wpływ recenzji na wyniki miał miejsce.

W obrazie grają również Annabelle Wallis, Jake Johnson i Courtney B. Vance. Za kamerą stanął Alex Kurtzman. Scenariusz napisał Jon Spaihts. 

W top 10 znalazły się jeszcze dwie nowości - horror "It Comes at Night" z 6 milionami dolarów i 6. miejscem oraz wojenny dramat "Megan Leavey" niespełna 4 milionami i 8. lokatą. 

A oto pełne top 10 box office'u USA:
1. "Wonder Woman" - 57,2 miliona dolarów
2. "Mumia" - 32,2 mln USD
3. "Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film" - 12,3 mln USD
4. "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" - 10,7 mln USD
5. "Strażnicy galaktyki vol. 2" - 6,2 mln USD
7. "Baywatch. Słoneczny patrol" - 4,6 mln USD
8. "Megan Leavey" - 3,8 mln USD
9. "Obcy: Przymierze" - 1,8 mln USD
10. "Ponad wszystko" - 1,6 mln USD
Continue Reading


Sezon na koncerty plenerowe a także festiwale już się rozpoczął. Platforma streamingowa Netflix z tej okazji zebrała parę materiałów dotyczących muzyki - filmy koncertowe oraz dokumentalne o paru wykonawcach. To bardzo dobry ruch - marzy mi się potężna biblioteka z taką tematyką, może w końcu coś ruszy się w tym kierunku.

Materiały które teraz można znaleźć w bibliotece:

  1. Metallica – Some Kind of Monster
  2. Keith Richards – Under the Influence
  3. Danny Says
  4. Joe Cocker: Mad Dog with Soul
  5. Kurt & Courtney
  6. Oasis: Supersonic
  7. Springsteen & I
  8. The Rolling Stones: Crossfire Hurricane
  9. Biggie i Tupac
  10. Sinatra: All or Nothing at All
  11. Justin Timberlake + The Tennessee Kids
  12. This was Tomorrow
  13. Ewolucja Hip-Hopu
  14. Hello I Am David!
  15. Highly Strung
  16. Pentatonix: On My Way Home
  17. Presenting Princess Shaw
  18. Reincarnated
  19. What Happened, Miss Simone?
  20. History of the Eagles

Nie jest to jakaś mega obszerna lista, ale trzeba pamiętać że Netflix cały czas się rozwija i próbuje zagarnąć licencje na kolejne materiały. Brakuje mi paru ulubionych jak np. 'Heima' o Sigur Rós, albo 'The White Stripes Under Great White Northern Lights' czy chociażby 'It Might Get Loud' o 3 znanych, różniących się od siebie gitarzystach.

Pamiętajcie także, że Netflix oferuje także swoje usługi Offline, więc można pobrać interesujące materiały na urządzenie mobilne i gdzieś w trasie sobie włączyć, nie martwiąc się o pakiet danych.

Netflix i dokumenty o muzykach

by on czerwca 08, 2017
Sezon na koncerty plenerowe a także festiwale już się rozpoczął. Platforma streamingowa Netflix z tej okazji zebrała parę materiałów dot...

Z racji, że samemu szukałem podobnej playlisty, a żadna nie miała wszystkiego czego chciałem, (lub było stanowczo za dużo utworów) postanowiłem stworzyć swoją. Same znane kawałki, same tuzy, zero kompromisów. Playlista cały czas się kształtuję - szczególnie 80s. Enjoy:)

Bezpośredni link: https://open.spotify.com/user/11183752631/playlist/3rtQbZK5lKFdmdNTkBqE0O







W pewnym, archiwalnym numerze magazynu Press trafiłem na listę najlepszych blogów książkowych. Zestawienie jak ich setki, ale całkiem dobrze oddające realia miejsc w szeregu najbardziej popularnych blogów o takiej tematyce. Oczywiście, jak to w takich top listach zawsze bywa, można się spierać czy nie powinno się czegoś dorzucić, czegoś wywalić itp. Sami wiecie o co chodzi.

Ale trafiając na ten tekst od razu wpadłem na pomysł że też chcę! Wiecie, zrobić jakiś ranking. W poprzednim numerze było o blogach męskich, w aktualnym o książkowych więc te mam z głowy. A że akurat z koleżanką w pracy rozmawialiśmy o jedzeniu to wpadłem na pomysł że będą to popularne ostatnio blogi kulinarne. Ale nie te najbardziej znane. Po co pisać o tym co wiadomo. Pomyślałem że zajrzę na grupy blogerskie i poszukam czegoś wśród młodzików. Zobaczymy jakie ścierwo jedzą. Przeszukując najnowsze posty, szukałem czegoś naprawdę fajnego i tu mnie spotkało pozytywne zaskoczenie. Otóż ok 80% tytułów najnowszych postów mówi nam o tym, że wszyscy naprawdę chcą jeść dobre, czasem zdrowe czasem mniej posiłki. A na pewno urozmaicone. Wypas, w końcu napiszę coś co mnie pozytywnie ostatnio zaskoczyło i będę rozpływał się w pochwałach nad młodymi (najczęściej) blogerkami.

I dupa. Przejrzałem w 4 godziny ok 50 blogów bo chciałem zrobić coś w stylu 5 najciekawiej zapowiadających się blogów kulinarnych. Żaden nie był blogiem. Wszystkie to brudnopisy, pamiętniki z przepisami. Nic więcej. I nie dlatego, że te przepisy były złe, czy kopiowane czy miały słabe szablony. Wszystkie te blogi po prostu miały identyczny sposób prowadzenia.

Pierwszy sposób - Po prostu wrzucony przepis.
Drugi sposób  - Parę zdjęć z przygotowywania, gotowania i efekt końcowy.


Czy ktokolwiek regularnie zajrzałby do takiego bloga? Oprócz mamy czy siostry? Co jest tam takiego czego nie znajdę w popularnych książkach kucharskich online? Pierwszy post. Sałatka. Drugi post jakieś ciasto. Trzeci, guacamole. No i co z tego? Jakbym chciał zrobić guacamole to bym wpisał w Google odpowiednią frazę lub w YouTube. Zero wyrazistości, zero ciekawostek, przebranych owoców, historii przyprawy, czy 30 sposobów podania paluszków rybnych (!). Tylko przepis pod przepisem. Jeśli ktoś chce prowadzić swoją własną książkę kucharską to ok. Rzeczywiście jest to jakiś sposób. Jeśli ktoś chce dotrzeć swoimi przepisami do jakiejś grupy docelowej i mieć czytelników to mam dla takich blogerów kulinarnych złą wiadomość. Najpóźniej za pół roku i tak dacie sobie z tym spokój. Nie potraficie dać nic, czego nie znalazłbym w pół minuty w Google. Niestety. Nawet jeśli przepis jest tak wypasiony, że język odkrywa całkowite nowe rejony smaku to co z tego? Nikt Wam nie uwierzy. Nie dostaniesz nawet w gratisie torebki ryżu od firm.

Cały myk polega na tym, że książki z przepisami także słabo się sprzedają. Dlatego blogi kulinarne trzeba by było połączyć np. Że zdrowym trybem życia lub z jakimiś przekonaniami czy wprowadzić elementy hobbystyczne. Jak np. Jedzenie z filmów, czy potrawy z Gry o Tron. Można inaczej? No pewnie i te pomysły już wdrożono z całkiem niezłym skutkiem. Można przecież zrobić bloga z kuchnią danego rejonu świata i opisywać dodatkowo kulturę, przyzwyczajenia itp. Można też żartobliwie np. Posiłki do dychy czy coś dla prawdziwych wikingów. Można też robić cuda z samego ziemniaka i znaleźć swoją niszę i być w niej mistrzem. Ale nie robić bloga i jebać przepisy. Kto je będzie czytał?

Podsumowując - Zero kreatywności w kulinarnym światku blogerskim. A dlaczego nie zrobić np. Jedzenie podane w bucie? I robić niespotykane instalacje z jedzenia i dodatkowo trzaskać hajs od firm obuwniczych, heh?

Czerwiec to już praktycznie wakacje. Coraz częściej dawkujemy witaminę D, w mieszkaniu bywamy gośćmi. Netflix jednak nie daje za wygraną i w słonecznym miesiącu serwuje kolejne premiery. Kolejny sezon "Orange The New Black" czy debiutujący "Gypsy" z Naomi Watts, to tylko część nadchodzących materiałów. Poniżej pełna lista:


Czerwcowe premiery w Netflix

by on maja 26, 2017
Czerwiec to już praktycznie wakacje. Coraz częściej dawkujemy witaminę D, w mieszkaniu bywamy gośćmi. Netflix jednak nie daje za wygraną...